Oprawcy Jolanty Brzeskiej wciąż bezkarni

Jolanta Brzeska została w okrutny sposób zamordowana – bo walczyła o prawa ludzi skrzywdzonych aferą reprywatyzacyjną. Minęło 9 lat, a oprawcy kobiety (i ich zleceniodawcy) pozostają anonimowi. W śledztwie gdańskiej prokuratury nikt nie usłyszał zarzutów. „Nadal jest to postępowanie w sprawie” – przyznała wczoraj „Expressowi Wieczornemu” prokurator Marzena Muklewicz.

Na początku marca 2011 r. przypadkowy spacerowicz natknął się w Lesie Kabackim na zwęglone zwłoki. Przeprowadzone badania genetyczne potwierdziły, że to szczątki 64-letniej Jolanty Brzeskiej. Kobiety, która zaginęła niespełna tydzień wcześniej.

Jej śmierć poruszyła mieszkańców Warszawy, bo Brzeska aktywnie walczyła w obronie praw lokatorów reprywatyzowanych kamienic. Ich metod działania doświadczyła zresztą na własnej skórze – otrzymała podwyżkę czynszu o kilkaset procent. Założyła Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, stała się liderką, a wręcz symbolem, utarczek z handlarzami nieruchomościami, których dzisiaj bez ogródek można nazwać beneficjentami afery reprywatyzacyjnej. Przekrętu wartego setki milionów złotych, który nie byłby możliwy bez udział urzędników, sędziów, prawników…

„Zgłaszało się do niej wielu ludzi z rozmaitymi informacjami, być może zdobyła wiedzę niebezpieczną dla niektórych ludzi. Dlatego zginęła” – wspominał kilka lat temu Jan Śpiewak, ówczesny prezes Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Mord Brzeskiej przerażał, ale szokował również sposób prowadzenia pierwszego śledztwa.

„Policja stwierdziła tego samego dnia, że to samobójstwo. Prokuratura przyjmowała tę wersję przez bodajże rok. Gdyby nie to, że współpracownicy Joli prowadzili oddolne śledztwo, nie ustalono by nawet, że spalona osoba to ona, bo policja mówiła o spalonym ciele młodej kobiety” – opowiadał niedawno na antenie Telewizji Republika Antoni Wiesztort, współpracownik Jolanty Brzeskiej, także działacz lokatorski.

Dopiero na początku 2013 roku biegli wykluczyli samobójstwo, oficjalnie wszczęto śledztwo ws. zabójstwa, ale już po dwóch miesiącach zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Przez następne długie lata nic się nie działo, choć wiele osób i organizacji wręcz żądało ponownego, rzetelnego przeanalizowania materiału dowodowego. Zwłaszcza, że z czasem pojawiły się nowe możliwości technologiczne pozwalające inaczej sprawdzić nawet najdrobniejsze ślady. Do końca rządów ekipy PO-PSL podobne apele pozostawały bez echa.

Dopiero, gdy trzech polityków PiS zwróciło się do Prokuratora Generalnego o wszczęcie nowego śledztwa, taka decyzja została podjęta.

„Nie może być tak, że człowiek znika bez śladu, zostaje spalony, a sprawcy zbrodni są bezkarni”  – mówił „Gazecie Polskiej Codziennie” minister Maciej Wąsik.

Sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Powołano specjalny zespół, który bada okoliczności zabójstwa Jolanty Brzeskiej. Próbuje ustalić sprawców okrutnego mordu, ale również potencjalnych zleceniodawców. Prokuratorzy niechętnie dzielą się informacjami na temat postępów w śledztwie, które było już kilka razy przedłużane, ale przesłuchano setki osób, uzyskano dziesiątki opinii biegłych różnych specjalności.

„Często z jednej czynności wynika konieczność przesłuchania kolejnych świadków” – tłumaczy „Expressowi Wieczornemu” prokurator Marzena Muklewicz. Równocześnie jednak przyznaje: „Dotychczas nikomu nie postawiono zarzutów, nadal jest to postępowanie w sprawie, a nie przeciwko”.

Niestety, to oznacza, że mordercy Jolanty Brzeskiej pozostają anonimowi i cieszą się wolnością

Grzegorz Broński

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*