Warszawiacy i przybysze z całego kraju przez długie dni, a także noce, żegnali Prezydenta Rzeczypospolitej, Lecha Kaczyńskiego, Jego Małżonkę Marię, oraz pozostałe ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Długo czekaliśmy na hołd złożony ofiarom Katynia z 1940 roku przez władze rosyjskie.
Wreszcie nad pomordowanymi pochylili wspólnie głowy polscy i rosyjscy premierzy: Donald Tusk i Władimir Putin: - Dla zbrodni tej nie może być żadnego usprawiedliwienia - powiedział między innymi rosyjski premier, co było zupełnie nowym tonem w mówieniu o tej zbrodni ze strony Kremla. Komentatorzy byli zgodni, że w stosunkach między obu krajami i narodami nastąpił prawdziwy przełom. Czekano na kolejny hołd, tym razem oddany wspólnie przez prezydentów obu państw, Lecha Kaczyńskiego i Dmitrija Miedwiediewa, mający nastąpić 10 kwietnia. Ten wspólny hołd jednak nie nastąpił, historia pokazała swoje niesamowite, niemal metafizyczne oblicze. Lecący do Katynia Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej w lesie nieopodal Smoleńska. Razem z nim życie stracili dowódcy wszystkich rodzajów wojsk polskich, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, ministrowie, posłowie i senatorowie, duchowni. Nastąpił upiorny epilog tamtej tragedii sprzed 70 lat: Katyń upomniał się o kolejne ofiary i pochłonął je. Wtedy zginął kwiat polskiej inteligencji, bo wśród zamordowanych przeważali oficerowie rezerwy, będący w cywilu naukowcami, prawnikami, lekarzami, dziennikarzami, artystami. Teraz śmierć zabrała pod Smoleńskiem elitę polskiego życia państwowego i politycznego. Zginął także 90-letni Ryszard Kaczorowski, prezydent RP na uchodźstwie; ofiarą katastrofy padła legendarna działaczka „Solidarności”, Anna Walentynowicz. Była to także ostatnia droga aktora Janusza Zakrzeńskiego, aktywnego działacza Związku Sybiraków i wielokrotnego odtwórcy roli Marszałka Piłsudskiego. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby ta przerażająca i całkowicie zaskakująca w swojej nagłości ofiara z krwi ujawniła wkrótce swój głęboki, przejmujący sens. Nigdy wcześniej nie pisano w Rosji tak dużo o Polsce jak właśnie 10 kwietnia, nigdy przed tym wydarzeniem rosyjscy dygnitarze oraz prości ludzie nie okazywali nam tyle współczucia. Mieszkańcy Moskwy usłali chodnik przed budynkiem ambasady RP kwiatami i zniczami, a wśród wetkniętych za ogrodzenie kartek nie do rzadkości należała taka: „Polscy bracia, jesteśmy z wami. Trzymajcie się”. Prezydent Rosji wykonał gest historyczny: wygłosił specjalne orędzie kondolencyjne do narodu polskiego. Ogłosił także w całej Rosji dzień żałoby narodowej oraz przybył na pogrzeb prezydenckiej pary do Krakowa. W niedzielę wieczorem, 11 kwietnia, rosyjska telewizja wyemitowała film Andrzeja Wajdy „Katyń”, który wcześniej nie był nawet dopuszczony do oficjalnej dystrybucji w kinach Federacji Rosyjskiej. A wkrótce o prawo emisji filmu Wajdy poprosiły inne kraje. To okrutny paradoks, że dopiero po tragedii na tak ogromną skalę świat poznał prawdę o Katyniu, bo wcześniej, pomimo książek na ten temat, także pióra historyków brytyjskich i amerykańskich, mało kto wiedział, co wydarzyło się w kwietniu 1940 roku. Trzeba było dopiero strasznego 10 kwietnia 2010 roku, żeby obie tragedie poszły w świat. Piotr Kitrasiewicz
dodał jasz w dniu 04-28-2010 08:15 comments: 0Idź do Aktualności
|